Wakacje to okres, w którym mlodziez jest wolna od szkoly i jej obowiazków. Nie ma klasówek, prac domowych ani referatów. Mlodziez nareszcie ma czas dla siebie i na odpoczynek. Wielu z nas pozostaje w miescie, aby pracowac. Niektórzy wyjezdzaja do Polski, za granice lub po prostu do cottage'u z rodzicami albo ze znajomymi. A inni (ci miedzy 7. a 17. rokiem zycia), tak jak ja, niecierpliwie czekaja na dzien pierwszego lipca, kiedy to pod Centrum Kultury Jana Pawla II juz siódmy raz podjedzie zólty autobus z ogromna przyczepa, a z niego wyjdzie pan Wiesiek, jak zwykle usmiechniety. Przywita i zawiadomi nas o tym, aby jak najszybciej wkladac nasze walizki do przyczepy i wsiadac do autobusu, bo odjezdzamy. Wszyscy juz powinni wiedziec, o czym mówie, a szczególnie ci, którzy tam byli. To pierwszy dzien najbardziej odlotowego obozu pod sloncem, polskich Kolonii Delfin. Kolonie Delfin to obóz co lato organizowany przez pana Wieslawa i jego zone Tamare. Kolonie te maja dwa turnusy dziesieciodniowe. Organizowane sa one w bardzo wygodnym osrodku wypoczynkowym przy Pigeon Lake, 50 km od Peterborough, w tym czasie calkowicie przeznaczonym na nasze potrzeby. Osrodek ten jest zaopatrzony w szescioosobowe pokoje, lazienki z prysznicami i oczywiscie ciepla woda, prywatna plaze z kapieliskiem, miejsce do grania w najprzerózniejsze sporty, stolówke i kuchnie... Kolonie Delfin to typowo polskie kolonie - rozmawiamy tutaj w jezyku polskim, jak i w angielskim. Jedzenie podawane w stolówce (sniadanie, obiad, podwieczorek oraz kolacja) jest polskie, robione przez nasza przemila kucharke, której serdecznie dziekuje w imieniu calego obozu. Oprócz pana Wieska, pani Tamary i kucharki jest jeszcze siedmiu tzw. counsellors, którzy opiekuja sie mlodzieza na wycieczkach, pomagaja kierownikowi (pan Wieslaw) w organizowaniu kolonijnych przyjemnosci, a oprócz tego dwa tysiace razy powtarzaja, zeby nie grac muzyki o szóstej rano, gdy wszyscy spia (szczególnie oni, bo Wiesiek omawial z nimi plan nastepnego dnia do 3 nad ranem), albo zeby nie chodzic po drzewach (to bylo glównie do mojej siostry), bo prawdopodobnie sie spadnie (mieli racje - spadla). Counsellors to osoby, które tak samo jak uczestnicy kolonii uwielbiaja je i kiedys na nie jezdzili, ale sa juz "za starzy", aby jeszcze jezdzic. Sa tylko troche starsi od kolonistów, wiec wiedza, co mlodziezy sie podoba i czego potrzebuje. Mlodziez ma zawsze kogos, z kim moze porozmawiac, wiedzac, ze zostanie wysluchana i zrozumiana. A poza tym o wiele fajniej jest jechac na wycieczke z kims, kto jest starszy od ciebie o kilka lat, niz z 40-letnim opiekunem. Counsellors sa wybierani przez kierownika, szkoleni i maja uprawnienia ratownika. Oczywiscie dla nas, mlodziezy, mniej wazne jest to, gdzie bedziemy spac i co bedziemy jesc. Wazna jest atmosfera obozu i tu, co tam przez te dziesiec dni mamy robic. Niestety, ten obóz nie jest dla spiochów i leniuchów, bo pobudka jest juz o 8.30 rano, potem gimnastyka, sniadanie i poczatek zajec sportowych, bo kolonie Delfin sa w stu procentach koloniami sportowymi. Kazdego dnia sa dwa 4-godzinne bloki zajec sportowych, w czasie których robi sie to, co wczesniej wybralismy sposród wielu propozycji. Mozna jezdzic na wycieczki rowerowe, plywac na canoe, plywac w jeziorze, grac w pilke nozna, koszykówke, siatkówke, badmintona lub frizbi itp. Poza tym organizowana jest wycieczka na noc na wyspe i spanie w namiotach, sa ogniska, dyskoteki, zawody miedzy grupami, konkursy itp. Oprócz tych milych kolonijnych zajec i rozrywek, uczymy sie tu czegos wiecej: samodzielnosci, odpowiedzialnosci i wspóldzialania w grupie. Atmosfera kolonii jest chyba najwazniejsza, i w tym wypadku jest ogromnym plusem. Na obozie jest tylko 50 osób, a wiec wszyscy sie znaja. Wszyscy tak lubia te kolonie, ze nie chca wracac. W tym roku az 13 osób z pierwszego turnusu zostalo na drugi turnus, a te, które musialy wyjechac, plakaly, przyrzekaly, ze za rok wróca, i braly od wszystkich telefony. Moje kolezanki podsumowaly, jaka naprawde jest atmosfea na Koloniach Delfin i jak bardzo my, uczestnicy, je wszyscy kochamy. "Kolonie to tak jak rodzina. Kazdy ma swoje obowiazki, i chociaz czasami z czyms albo z kims na koloniach sie nie zgadzamy, to nie mozemy bez tych kolonii zyc. Gdy pojedziemy czujemy, jakbysmy do czegós nalezeli, i chcemy wrócic za rok." "Chcialabym, zeby Kolonie Delfin to byl nasz jedyny swiat i zeby mogly trwac przez caly rok." Gdy wracalismy z plazy ostatniego dnia, z kolezankami przyrzeklysmy sobie, ze nie bedziemy patrzec za nami na plaze, tylko na wprost, bo nie bedziemy w stanie odejsc. Oczywiscie, nie moglysmy sie powstrzymac i zlamalysmy przysiege, musialysmy ostatni raz popatrzec na plaze Kolonii Delfin. Moze dla kogos, kto nigdy nie byl na Kolonii, to nic nie znaczy, ale ci, którzy byli na koloniach, wiedza, ze jest to najwaspanialsze przezycie pod sloncen i najlepsza forma spedzania wakacji. Zostaja wspaniale wspomnienia, powiedzonka, zarty, ulubione piosenki, a przede wszystkim przyjaznie, które moga przetrwac wiele lat.

Uczesticzka obozu Delfin 2001, Marta Szczepanska